Uważa się, że P-40B jest jedynym ocalałym z ataku na Pearl Harbor. Istnieje wiele opowieści o samolotach-widmach i dziwnych obserwacjach na niebie otaczającym II wojnę światową, ale być może żadna nie jest tak zdumiewająca jak „samolot duchów Pearl Harbor”. 8 grudnia 1942 r. — prawie rok po ataku na Pearl Harbor — na radarze zauważono niezidentyfikowany samolot lecący w kierunku Pearl Harbor od strony Japonii.

Kiedy wysłano amerykańskie samoloty w celu zbadania sprawy, okazało się, że tajemniczym samolotem był Curtiss P-40 Warhawk, rodzaj, który był używany przez siły amerykańskie w obronie Pearl Harbor i od tego czasu nie był używany. Powiedzieli, że samolot był podziurawiony kulami, a pilota można było zobaczyć w środku, zakrwawionego i leżącego w kokpicie, chociaż podobno machał krótko do innych samolotów tuż przed lądowaniem awaryjnym P-40. Jednak ekipy poszukiwawcze nigdy nie znalazły jego wraku. Cały samolot z pilotem właśnie zniknął.
Odbicia radarowe

8 grudnia 1942 roku, ponad rok po ataku na Pearl Harbor, radar w Stanach Zjednoczonych odczytał nietypowy odczyt. To, co wyglądało na samolot, zmierzało na ziemię amerykańską z kierunku Japonii. Operatorzy radarów wiedzieli, że nie nosi on żadnych typowych oznaczeń jakiegoś ataku z powietrza. Niebo było zachmurzone, był późny wieczór iw tego typu warunkach nie doszło do żadnego wcześniejszego ataku.

Zaszyfrowani wojownicy
Do przechwycenia tajemniczego samolotu wysłano dwóch amerykańskich pilotów. Gdy zbliżyli się do samolotu, nawiązali łączność radiową z ziemią, informując, że samolot to P-40 i nosi oznaczenia, których nie używano od czasu ataku na Pearl Harbor. Kiedy zatrzymali się obok statku, byli zszokowani, gdy znaleźli podziurawiony pociskami samolot z oderwanym podwoziem. Zaintrygowani tym, jak samolot w takim stanie może latać, zauważyli, że pilot leżał bezwładnie w kokpicie, a jego kombinezon był poplamiony świeżą krwią. Gdy zajrzeli przez okno, pilot uniósł się lekko, odwrócił w ich stronę i uśmiechnął się, potulnie pomachając swoim dwóm sojusznikom. Chwilę później tajemniczy statek spadł z nieba, uderzając w ziemię z ogłuszającym rykiem.
Dowody na miejscu katastrofy
Wojska amerykańskie zaroiły się od miejsca katastrofy, ale nie znalazły śladu pilota ani dowodów na to, kim mógł być. Nie znaleźli też identyfikowalnych oznaczeń z samolotu. Ale znaleźli dokument, który miał być pozostałością po jakimś pamiętniku. Z tego pamiętnika naukowcy byli w stanie wywnioskować, że samolot musiał pochodzić z wyspy Mindanao, oddalonej o około 1,300 mil. Reszta historii to tajemnica.
Możliwe wyjaśnienia
Niektórzy spekulowali, że statek mógł zostać zestrzelony ponad rok wcześniej, a pilotowi udało się samodzielnie przeżyć na wolności. Mógł ewentualnie znaleźć części z innych zestrzelonych samolotów, naprawić swój samolot i jakoś udało mu się wrócić do swojej ojczyzny ponad 1000 mil wrogiego terytorium. Nie potrafili wyjaśnić, w jaki sposób ciężki samolot P-40 mógł w ogóle wystartować bez pomocy jakiegokolwiek podwozia.




